14 lipiec 2010
Wielka unijna budowa w Mikołowie może skończyć się skandalem
Autor: admin. Kategorie: Wiadomości .
Wielka unijna budowa w Mikołowie, warta 500 mln zł, może skończyć się skandalem. Firmy, które wybrano w przetargach do budowy kanalizacji, twierdzą bowiem, że nie mogą pracować, bo brakuje im tzw. studni polimerowobetonowych. Według przedstawicieli tych firm, warunki przetargu są tak sformułowane, że owe studnie można kupić tylko u jednego producenta w Polsce – w firmie z Chorzowa.
A ta firma nie wyrabia się z zamówieniami. W efekcie tylko w połowie miejsc na placu budowy roboty idą normalnie. W 25 proc. przypadków są opóźnienia, a 25 proc. stoi.
Przedsiębiorcy zarzucają Zakładowi Inżynierii Miejskiej, który z ramienia gminy prowadzi inwestycję, naruszenie zasad uczciwej konkurencji. ZIM odpowiada, że startując w przetargach, wiedzieli, jaka jest specyfikacja przetargowa, a teraz, “wobec własnej niekompetencji, próbują obwiniać gminę i ZIM”. A mieszkańcy miasta cierpią: rozkopanych jest wiele dróg i chodników, prace się przedłużają. Na ul. Rybnickiej, jednej z najważniejszych w mieście, sfrezowano asfalt już kilka miesięcy temu, ale firma Remetkor-Bis nie ruszyła z układaniem kanalizacji, bo nie ma studni.
Studnia to kluczowe urządzenie w sieci kanalizacyjnej – rodzaj skrzyżowania, w którym zbiegają się rury prowadzące nieczystości. W Mikołowie trzeba ich co najmniej kilkaset. Gmina uznała, że powinny to być bardzo solidne studnie, więc wybrała studnie z polimerobetonu, materiału, który jest o wiele bardziej wytrzymały niż zwykły beton, bo kruszywo spaja w nim żywica. Wewnątrz takie studnie są gładkie, więc nieczystości nie okleją ścian.
W Polsce jest co najmniej kilku ważnych producentów studni polimerobetonowych, ale przedsiębiorcy, którzy podjęli się budowy kanalizacji w Mikołowie, twierdzą, że mogą je kupować tylko w Chorzowie. “Zamawiający dopuścił jedynie do montażu studnie polimerobetonowe produkowane przez Inpro Polycrete Licencja Meyer sp. z o. o., odmawiając jednocześnie akceptacji dla produktów innych producentów, mimo że te ostatnie mają – zdaniem niektórych wykonawców – spełniać wymagania specyfikacji istotnych warunków zamówienia” napisał w ekspertyzie zamówionej przez przedsiębiorców radca prawny prof. Bogdan Dolnicki. Jego zdaniem prowadzi to do zawyżania cen, bo chorzowski producent nie ma konkurencji.
Adam Putkowski, wiceburmistrz Mikołowa i wiceprezes ZIM w jednej osobie, przyznaje, że szukając najlepszych rozwiązań, pracownicy ZIM odwiedzili także firmę Meyer w Niemczech. Jednak odrzuca zarzut, że studnie na tę budowę można kupować tylko w Chorzowie.
- Ogłaszane przez nas przetargi są ważne w całej Unii Europejskiej. Materiały na budowę można kupować w wielu krajach, nawet w Hiszpanii. Jeśli studnie polimerobetonowe są do kupienia na Słowacji czy w Czechach, to niech przywiozą je stamtąd – mówi.
Studni polimerowobetono-wych nie da kupować jednak jak w supermarkecie. Każdą trzeba wykonać według indywidualnych planów. Dlatego dla firm prowadzących prace ziemne najlepiej byłoby, gdyby producent był możliwie blisko.
- Pieniądze powinny zostać w kraju – mówi Piotr Czajkowski z firmy Sobet SA z Brzegu, która buduje w Mikołowie.
- Ja nie prowadzę handlu zagranicznego – zauważa Adam Tyburczy, szef Multidomeksu z Orzesza, który, jak 10 innych wykonawców, boryka się z brakiem studni i narzeka na małe dostawy z Chorzowa. Słabe przygotowanie Inpro Polycrete do produkcji to zresztą jeden z głównych zarzutów, jaki pada w rozmowach z przedsiębiorcami.
Tadeusz Gawęda, właściciel Inpro Polycrete, nie zgadza się z tą opinią. Twierdzi, że produkcja w jego firmie idzie na dwie zmiany i że firmy wykonawcze same są sobie winne, bo za późno złożyły zamówienia. Przyznaje jednak, że z powodu długiej zimy są opóźnienia w produkcji, ale do listopada wszystko ma wrócić do normy.
Problem w tym, że niektóre firmy powinny skończyć pracę już pod koniec sierpnia, a są w lesie. Tymczasem ZIM nalicza im opłaty karne. Dlatego proszą go o możliwość zmiany materiału.
Zdaniem burmistrza Mikołowa Marka Balcera, groziłoby to odebraniem unijnej dotacji, więc nie ma o czym mówić. To możliwe, bo jak dowiedzieliśmy się Ministerstwie Rozwoju Regionalnego “beneficjent (gmina) zobowiązuje się do zrealizowania projektu w pełnym zakresie, zgodnie z umową i jej załącznikami”. Mówiąc w skrócie, chodzi o to, żeby po przetargach firmy nie zmieniały ich warunków.
Sprawdziliśmy także Urzędzie Zamówień Publicznych. Z trzech kontrolowanych przez UZP mikołowskich przetargów, w dwóch przypadkach nie stwierdzono żadnych naruszeń prawa, w jednym były uchybienia, ale tylko formalne.
Wiele wskazuje na to, że sprawa znajdzie finał w sądzie, bo firmy wykonawcze walczą o życie. W ostatnim czasie podrożały materiały, np. rury kamionkowe, których żąda Mikołów. Wykonawcy muszą je kupować we własnym zakresie. Im więcej wydadzą na zakupy, tym mniej zarobią na kontrakcie.
- Jeśli nie wywiążą się w ciągu dwóch miesięcy z umów, które zawarli z nami, rozwiążemy je i będziemy szukać następnych. Opóźnienia, które teraz występują na budowie, nie wpłyną na jej całość. Zakończymy inwestycję zgodnie z planem w roku 2012 – zapewnia Putkowski.
Komentowanie zabronione.